Jak wejść na najwyższy szczyt Malezji – Mount Kinabalu?
Wyspa Borneo słynie z pięknych Parków i górzystych terenów, dlatego planując podróż do Malezji postanowiłam, że wejdę na jeden z okolicznych szczytów. Najpierw wybrałam Mount Santubong liczący 810 m n.p.m. położony na zachodzie w stanie Sarawak. Czytając dalej, zobaczyłam Mount Kinabalu, górę o wysokości 4095 m n.p.m wpisaną na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Jest to najwyższy szczyt Malezji położony w górach Crocker na wschodzie w stanie Sabah, dlatego zachwycona zdjęciami i opiniami innych uznałam, że spróbuje go zdobyć.
Jak wejść na Mount Kinabalu? Którą trasę wybrać?
Na górę można wejść na dwa sposoby trasą Kota Belud Trail – via feratta lub standardową Ranau Trail. Obie różnią się pod względem poziomu trudności, długości i czasu przejścia. Ja wybrałam standardową. Mimo, iż góra nie ma trudności technicznych wymaga przygotowania kondycyjnego. Warto pamiętać, że wchodząc na taką wysokość należy liczyć się z możliwością wystąpienia choroby wysokogórskiej.

INFO: Dziennie wydawanych jest tylko 120 pozwoleń na wejście na teren Parku Kinabalu, dlatego wycieczkę warto zarezerwować wcześniej. Wymagany jest przewodnik a grupy mogą liczyć 1-5 osób.
Pierwszy raz czekałam z rezerwacją do ostatniego momentu i nie wiem czy zdecydowałabym się drugi raz na taki krok. Po wylądowaniu w Kota Kinabalu rzuciłam rzeczy do hotelu i od razu pojechałam do stacjonarnego biura Amazing Borneo. Miałam szczęście, bo było jeszcze 7 miejsc, ale przez kilka dni stresowałam się, że nie wejdę, bo nie będzie już dla mnie miejsca. W biurze dopełniłam formalności (ksero paszportu, podpisanie umowy, zapłata) a Panie udzieliły mi cennych informacji. Podałam adres hotelu, pod którym o 6:00 rano czekał na mnie busik, zbierający osoby jadące na trekking.
INFO: Sprawdzone biura to Jungle Jack Backpackers i Amazing Borneo.
Skąd rozpoczyna się wejście?
O godzinie 8:00 dotarłam do „Kinabalu Park Entrance, Ranau, Sabah”. Podpisałam zgodę i wypełniłam ankietę potwierdzającą brak przeciwskazań do trekkingu. Zrobiłam kilka zdjęć i pół godziny później poznałam swojego przewodnika. Był nim drobnej postury, 19-letni malezyjczyk o imieniu Didi, który od roku wchodził na szczyt 2/3 razy w tygodniu. Wręczył mi lunch składający się z kurczaka z warzywami, 2 jajek, bułki, jabłka, 2 batonów i wody. Dodatkowo otrzymałam plakietkę do legitymowania się w check pointach podczas marszu. O godzinie 9:00 mineliśmy napis Selemat Mendaki znaczący „Ciesz się wspinaczką”, następnie weszliśmy na teren Parku bramą Timpohon Gate (Check point nr 1) na 1866 m n.p.m. Przed nami było 6 km trasy stromymi schodami a czas przejścia liczył 5-6 godzin w zależności od kondycji. Podczas marszu mijaliśmy schodzących już wspinaczy, którzy z uśmiechem na twarzy życzyli powodzenia.

Wiaty postojowe czy tabliczki określające ilość przebytych kilometrów oraz aktualną wysokość rozmieszczone były co 0,5-1km w drodze do Base Campu, w których można odpocząć na ławce, skorzystać z toalety czy schronić się przed deszczem. Najlepszym miejscem na zjedzenie lunchu jest Layang Layang shelter na wysokości 2702 m n.p.m., ale musisz uważać na wiewiórki, które atakują zewsząd chcąc ukraść kawałek jedzenia.




Schronisko
Na 5,7 kilometrze, tuż przed schroniskiem Panalaban Rate Resthouse położonym na 3272 m n.p.m., w którym się zatrzymaliśmy na noc, przewodnik zameldował nasze przybycie w punkcie kontrolnym. W recepcji schroniska podpisałam oświadczenie i odebrałam kluczyk do kilkuosobowego pokoju mieszczącego się na pierwszym piętrze. Doba trwała od 2pm-10am a cena za kolejną noc wynosiła 100 MYR (92 zł). Na korytarzu znajdowała się wspólna łazienka. Osobna dla kobiet i mężczyzn oraz mnóstwo obrazów i tekstów motywacyjnych, które tworzyły bardzo przyjazny klimat. Obiadokolacja (4pm-7pm), śniadanie przed wyjściem (2am-4am) i śniadanie rano (7am-10am) było podawane w formie bufetu. Nawiasem mówiąc jedzenie było pyszne a mi dopisywał apetyt, ale wiedziałam, że nie mogę przesadzić z ilością jedzenia przed atakiem szczytowym.


Podczas kolacji rozmawiałam z przewodnikami na temat ataku szczytowego i dowiedziałam sie kilka rzeczy:
- Najlepiej wejść na szczyt jak najszybciej, ponieważ około godzinę po wschodzie nie będzie już widoków przez chmury.
- Na śniadanie warto przyjść kilka minut przed 2am, ponieważ wtedy całe schronisko ożywa i przygotowuje się do ataku szczytowego, przez co tworzą się kolejki do bufetu.
- Należy pamiętać, aby nie zostawiać niczego cennego w pokoju. Trzeba zabrać plecak z potrzebnymi rzeczami, klucz i identyfikator, którym będę legitymować się w check poincie Sayat Sayat na 3668m n.p.m. W przeciwnym razie zostanę odesłana z powrotem do schroniska i nie wejdę na górę.
Atak szczytowy
Pół godziny po śniadaniu ruszyłam z kilkoma osobami na czele. Droga prowadziła kamienistymi schodami w górę. Na początku maszerowaliśmy gęsiego, natomiast po kilku minutach zaczęła się rotacja na odpoczynek i każdy zaczął podążać na górę swoim tempem. W check zrobiliśmy krótką przerwę. Od tamtego momentu na skale leżała gruba lina, która miała wskazywać drogę na wierzchołek w razie złej pogody. Podczas ataku szczytowego księżyc świecił tak intensywnie, że idąc granitowymi skalnymi płytami właściwie nie potrzebowałam latarki. Na szczyt dotarłam około godziny 5:00. W oczekiwaniu na wschód słońca, po którym od razu schodziliśmy w dół, robiłam pamiątkowe zdjęcia. Wbrew pozorom było naprawdę zimno. Dopiero kiedy słońce zaczęło pojawiać się na horyzoncie zrobiło się cieplej.










Zejście
Do schroniska wróciłam około 8:00 na śniadanie, po którym kierowaliśmy się w dół. Miałam wrażenie, że droga nigdy się nie skończy. Była monotonna i strasznie się dłużyła, ale kiedy zobaczyłam wodospad wiedziałam już, że to ostatnia prosta. Po chwili wyłonił się napis Selamat Kembali – „Witaj spowrotem”, jednocześnie wywołując ogromną radość i uśmiech na mojej twarzy. Polecam każdemu ten szczyt jeśli rozpoczynacie przygodę z górami wysokimi. Prawdę powiedziawszy sama chętnie kiedyś jeszcze tutaj wrócę na via Ferattę, by cieszyć oko pięknymi widokami na górze. Nie wszyscy jednak zdobyli szczyt. Osoby, które zbyt późno zameldowały swoje przybycie w punkcie kontrolnym poniżej schroniska nie zostały dopuszczone do ataku szczytowego, a te, które były za słabe kondycyjnie musiały zawrócić w trakcie wspinaczki. Dlatego warto zadbać o dobrą formę przed wejściem na te górę.
Legenda czy choroba wysokogórska?
Wśród podróżników i lokalnych mieszkańców krąży legenda o Mount Kinabalu i tajemniczych dolegliwościach, które mogą dotknąć tych, którzy zdobywają szczyt. Góra uważana jest za święte miejsce, gdzie duchy przodków plemion Kadazan-Dusun znalazły swoje schronienie. Z tego powodu wierzy się, że należy okazywać jej wielki szacunek. Zaniedbanie tradycji i brak odpowiedniej ostrożności mogą rozgniewać duchy a one zesłać chorobę, złe samopoczucie lub inne nieszczęścia na wspinaczy.
Zjawisko złego samopoczucia po zdobyciu szczytu Mount Kinabalu można wytłumaczyć także nagłą zmianą wysokości. W moim przypadku, w ciągu zaledwie 36 godzin, pokonałam przewyższenie od poziomu morza (0 m n.p.m.) do 4095 m n.p.m. i z powrotem. Choroba wysokościowa może objawiać się m.in. zawrotami głowy, mdłościami czy ogólnym osłabieniem – objawy, które mogą być błędnie interpretowane jako zatrucie lub nawet wpływ nadprzyrodzonych sił związanych z legendami o górze. Po zejściu w dół, w hotelu, pojawiło się u mnie ogromne zmęczenie, biegunka i wymioty trwające prawie 24 godziny. Co ciekawe, na lotnisku spotkałam parę, która wchodziła razem ze mną i mieli identyczne symptomy. Twoim zdaniem rozgniewaliśmy duchy czy wróciliśmy z choroba wysokogórska?
Co zabrać na trekking na Mount Kinabalu?
Klimat zmienia się wraz wysokością. Od tropikalnego u podstawy góry aż do alpejskiego na szczycie, gdzie temperatura może spaść nawet poniżej 0℃, dlatego warto zabrać ze sobą kilka ciepłych rzeczy.
- 2 t-shirty
- bluzka termoaktywna z długim rękawem
- polar (na górze służył jako karimata czekając na wschód słońca)
- kurtka przeciwdeszczowa (koniecznie)
- kurtka puchowa (opcjonalnie)
- czapka i rękawiczki
- krótkie spodenki
- długie spodnie
- 2 pary majtek, 2 pary skarpet
- buty z podeszwą vibram
- sandały lub klapki
- okulary przeciwsłoneczne
- kosmetyczka
- ręcznik szybkoschnący
- osłona na plecak (koniecznie, jeśli nie chcecie mieć wszystkiego mokrego, w wilgotnym klimacie ubrania gorzej schną)
- kijki trekkingowe (Odciążą stawy podczas wchodzenie do schroniska, po stromych schodach. Ja niestety nie miałam.)
- chusteczki higieniczne i nawilżane
- apteczka, leki przeciwbólowe i przeciwgorączkowe (w tym aspiryna)
- czołówka (koniecznie)
- elektronika (telefon, aparat, kamera sportowa)
- powerbank
- ładowarka i baterie
- przejściówka
- paszport/kopia (obowiązkowo, sprawdzane przy wejściu do Parku)
- ubezpieczenie
- numery alarmowe
- pieniądze (na Tipa dla przewodnika – mile widziane 50-100 zł)
- woda 1l minimum
- przekąski (niekoniecznie, jest szwedzki stół, lunch)